Zrozumieć "Casanowę"

Hanna Lipinska

Bez poczucia krzywdy - o niewierności z innej perspektywy

2009, 61 stron
liiil publikacje

pobierz e-book

Wkrótce potem ukochany wyjechał ze swoim męskim klubem na coroczną wycieczkę. Po tygodniowym pobycie na Majorce zamiast najbliższego wrócił obcy człowiek. Uczucie było zupełnie niesamowite i niespodziewane jak grom z jasnego nieba - jedno spojrzenie w oczy
i dosłownie mróz przeleciał mi po plecach. Jego oczy, to zwierciadło duszy, dotąd zawsze przejrzyste jak woda w głębokim jeziorze z widocznymi kamyczkami na dnie, stały się nagle zupełnie nieprzeniknione. Miałam przeczucie, że szczęście właśnie minęło i nie pomyliłam się, niestety. Zostaliśmy brutalnie wyrzuceni z raju, a potworny chaos zastąpił bliskość i dotychczasową doskonałą harmonię. Długo sądziłam, że zdradził mnie po prostu i nie ma odwagi się przyznać. Myliłam się jednak, prawda okazała się zupełnie inna i przyszło mi ją poznać dopiero po kilku latach uczuciowej huśtawki, latach w niebie i w piekle na przemian - męczącym, ale także cudownym okresie bardzo intensywnego wewnętrznego rozwoju, który "do góry nogami" wywrócił całą moją ówczesną wiedzę na temat uczuć, mężczyzn i mnie samej.


czytaj cały tekst

Wyślij zaproszenie do lektury tekstu

Komentarze:

Teresa Stachurska

Ciekawy tekst. Interesujące byłoby się dowiedzieć jak syndrom Casanowy przekłada się na realizację innych potrzeb (Maslow) owego "bohatera", bo przecież na funkcjonowaniu w związkach miłosnych ich świat się nie tylko kończy, ale dopiero zaczyna.

Pozdrawiam Panią,
Teresa Stachurska

PS. Znajomym poślę.

Hanna Lipinska

jak sądzę, ale to z mojego punktu widzenia jest sprawą drugorzędną. Bo właściwie najważniejsze jest dla mnie wyjście z matni w ciągu jednej nocy, to mój osobisty patent i bardzo chciałabym się dowiedzieć, czy działa na innych, dotkniętych identycznym nieszczęściem.

Hanna Lipinska

Zabrakło w powyższym wpisie: mam na ten temat pewną wiedzę, jak sądzę,

Teresa Stachurska

winno być: nie tylko nie kończy...

Co do wychodzenia z... opresji w ciągu paru godzin powiem, że nie jestem zaskoczona. Można sporo uzyskać czasem za sprawą jednego zdania do siebie skierowanego, mianowiecie że "Każdy na moim miejscu czułby się .............................. (wstawić adekwatne (!) określenie)".

Nadal intrygują mnie te inne pola, więc może chociaż coś w skrócie zechce Pani ?

Hanna Lipinska

Pani Tereso, skłoniła mnie Pani do zastanowienia się nad aspektem, który dotyczczas specjalnie mnie nie interesował. Logika podpowiada, że ciągła ucieczka przed zaangażowaniem i odpowiedzialnością powinna mieć negatywny wpływ na życie zawodowe, ale znane są przykłady mężczyzn obarczonych tym syndromem, którzy osiągnęli na tym polu wielkie sukcesy - myślę tu o aktorach chociażby czy przedstawicielach innych profesji, wymagających dużej kreatywności i wrażliwości. Cierpi zawsze życie rodzinne, bo choć każdy z nich jest mistrzem kamuflażu, takich skłonności na dłuższą metę ukryć się nie da, o prawdziwym szczęściu mowy więc być nie może. Znany mi z bliska dziś były już „Casanowa” ma klasę i kulturę, w przyjaźni można na nim polegać, ale czasem potrafi byc uparty jak osioł i żadna siła nie skłoni go do zmiany stanowiska. Celowo, a może podświadomie robi wszystko, żeby otoczenie nie rozszyfrowało jego prawdziwych uczuć. Jeśli permanentne niespełnienie stanowi dla niego dramat, to nie przyznaje się do tego chyba nawet przed sobą. Ale raczej nie zastanawia się nad tym, swoim zwyczajem usuwając wszystkie niewygodne problemy ze świadomości. Wieczny chłopiec, niedojrzały i niepoważny bez względu na wiek.

Teresa Stachurska

Dziękuję Pani za odpowiedź. Pytając miałam na myśli zawodowych polityków. Aktorzy mają łatwiej ze względu na "krótkoterminowość" zadań. Polityk potrzebuje relacji "długoterminowych" - z wyborcą, jak najdłuższych. Gdy go na lojalność nie stać to jak się wyborcom ich zaufanie musi kończyć?

Bo czy możliwe jest, by patologia zagnieździła się na jednym tylko polu aktywności człowieka?

adelia

No, nie uwazam, ze w ciagu paru godzin mozna wydobyc sie z opresji psychicznej, takze (czy szczegolnie) spowodowanej rozczarowaniem milosnym. Gdyby tak bylo, zdradzeni ludzie nie cierpieliby latami ani nie popelniali samobojstw. Nie znam nikogo, komu udalo sie wyjsc z dolka w ciagu nocy. Przemyslenia godne polecenia wszystkim zdradzonym i rozczarowanym - tylko czy wielu bedzie w stanie podazyc ta droga?