Nie możesz pisać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz zmieniać swoich notek Nie możesz usuwać swoich notek Nie możesz głosować w ankietach
Temat mobbingu powraca w mediach regularnie, poruszany najczęściej przez psycho- i socjologów. Chyba najmniej jest głosow z samego dołu drabiny społecznej, skąd rekrutuje się duża - jeśli nie największa - liczba poszkodowanych. Myślę, że posiadam wiedzę potrzebną do wypełnienia tej luki, ponieważ kilka razy w życiu sama padłam ofiara terroru psychicznego i albo traciłam pracę będacą podstawą mojej egzystencji, albo niewiele do tego brakowało. Dotknięta niesprawiedliwością do żywego, postanowiłam bliżej zająć się tym zjawiskiem i od kilku lat prowadzę własne studia przede wszystkim nad przyczynami tej patologii w stosunkach mięzyludzkich - skutki dla zdrowia zarówno psychicznego jak fizycznego są powszechnie znane. Własne bolesne doświadczenia, jak rownież przeżycia innych, poznane podczas 13-to letniej działalności w Betriebsrat (radzie zakładowej), pozwoliły mi wyrobić sobie częściowo inne od opinii naukowców zdanie na temat tego fenomenu, który kosztuje niemiecką gospodarkę miliardy euro rocznie i dotyczy ok.1,5 miliona poszkodowanych przez często nieświadomych niczego sprawców. Ja przynajmniej przez ponad 30 lat pracy (w Polsce i w Niemczech) nie spotkalam się z przypadkiem przyjęcia odpowiedzialności za mobbing przez konkretną osobę, nawet jeśli otoczenie uznawało go za fakt ewidentny. Można z tego wnosić, że większość sprawców nie jest w pełni albo wcale swiadoma zgubnych skutków swojego postępowania wobec innych, co zresztą moje obserwacje dokładnie potwierdzają. Spróbuję przeanalizować główne aspekty omawianego zagadnienia, niekoniecznie według hierarchii ich ważności.
Za mesięczną pensję 500.000 zł w Polsce osoba bezrobotna na przewidzianym dla niej poziomie egzystencji żyłaby 86 lat. Bezrobotna. A robotna? Wg ostatniego Rocznika Statystycznego przeciętne wynagrodzenie na stanowiskach robotniczych to ca 56% przeciętnych wynagrodzeń na stanowiskach nierobotniczych, na których to tę przeciętną pensję zawyżają wynagrodzenia naszych tuzów, te niewspółmiernie do wysiłku i talentów wysokie pensje niektórych osób wynoszące właśnie kilkaset złotych co miesiąć.
500.000 zł starczyłoby więc na około 22 lata pracy owego przeciętnego robotnika, tyle że ten robotnik wraz z rodziną musi znaleźć się - w zależności od liczby osób jakie ma na utrzymaniu - wśród żyjących za mniej niż wynosi minimum socjalne, albo mniej niż wynosi minimum egzystencji, jednym słowem w przykrej albo i wręcz podłej, fatalnie dla niego i jego rodziny rokującej sytuacji. W Polsce to mniej niż czterysta zł na osobę, Osób, które żyją za te mniej jest ca 5 mln. Za mniej, czyli na przykład za 700 zł na miesiąc na utrzymanie się kobiety z trojgiem dzieci.
Te 500.000 zl zarabiał np w Polsce Pan Balcerowicz pracując w Polsce "na urzędzie", ojciec polskiej transformacji. Piszę o sprawie gdyż mam wrażenie, że onże może się mieć za tegoż nierozsądnego, ktoremu zawdzięczamy jakoby postęp wg reguły przywołanej przez Panią w ostatnim rozdziale książki/opracowania. Może ta reguła jest za prosta, żeby mogła być prawdziwa?
Terror psychiczny z zupelnie innej perspektywy - od dawna nie czytalam czegos rownie interesujacego. Temat powinien byc szeroko dyskutowany, bo rzuca nowe swiatlo na ten stary jak swiat fenomen.